Eliza Veinard “Dom z ogrodem tanio sprzedam” i “Świąteczne porządki Genevieve Hibou”

Skąd pomysł na postać komisarza? Czy pojawiła się nagle, czy komisarz “chodził” za Panią już od dłuższego czasu i nie dawał spokoju póki w końcu nie zabrała się Pani za pisanie?

Najpierw było miejsce. Te małe ciche, malownicze miasteczka, najczęściej ze wspaniałą architekturą i bogatą historią, które stopniowo wyludniają się, upadają, cichutko zamierają. Te miasteczka, choćby ze względu na ceny nieruchomości przyciągają emerytów, artystów, dziwaków, outsiderów i ludzi, którzy z różnych przyczyn, chcą zażyć wreszcie spokoju.  Spokoju tu rzeczywiście nie brakuje, natomiast brakuje pracy, więc ludzie młodzi, dynamiczni raczej szukają szczęścia w większych miastach.( To chyba zresztą zjawisko powszechne na całym świecie, nie tylko we Francji).

Urok takich miejsc sprawił, że zaczęłam myśleć o opisaniu ich w jakiś sposób. Olovski musiał wpasować się jakoś do tej małomiasteczkowej, prowincjonalnej rzeczywistości. Nie pojawił się nagle. Stopniowo “nabierał ciała”, rósł, przybywało mu wad, zalet, nabierał charakteru i obrastał w przeszłość. Aż w końcu -tak! Usamodzielnił się i  teraz nie daje mi spokoju 

Ewa Wolny, Polka. Dlaczego akurat Polka – z sentymentu? Pojawia się już przy okazji pierwszego śledztwa i bardzo szybko zaczyna komisarzowi pomagać. Bardzo szybko też tą dwójkę samotnych ludzi połączy szorstka przyjaźń. Czy postać Ewy pojawiła się nagle czy chodziła długo za Panią, “tłumacząc”, że na pewno przyda się do pomocy komisarzowi?

Ewa, to zupełnie inna historia. Została wymyślona, jako łącznik między francuską rzeczywistością, a polskim czytelnikiem. Mamy trochę inne spojrzenie na niektóre rzeczy niż Francuzi, Anglicy, Niemcy, czy Amerykanie. Ta nasza “rodzinność”, upodobania kulinarne, temperament. Czasami są to drobiazgi, a czasami dość istotne różnice. Ewa jest więc takim tłumaczem z francuskiego “na nasze”. A skoro z Olovskim się dogadują, to jednak znaczy, że te różnice nie są aż tak wielkie. Nie do przejścia.  .

I podobnie jak Serge, ona również nie urodziła się nagle. Miałam z nią chyba jeszcze więcej kłopotów niż z Sergem. Ale podobnie jak on – jak już dostała swoja przeszłość i imię – zaczęła trochę się wymykać spod kontroli i żyć własnym życiem.

Czy któraś z postaci ma swój pierwowzór w rzeczywistości?

Obydwie postaci są absolutnie fikcyjne, ale, oczywiście,  wkładam im w usta zasłyszane powiedzonka, wykonują podpatrzone gesty, wydarza im się czasami coś, co kiedyś komuś przydarzyło się naprawdę, a nawet ubierają się w ciuchy, które pewnie gdzieś kiedyś widziałam. Taki zlepek z przewagą fikcji. Jak większość postaci literackich, chyba? To samo dotyczy pojawiających się postaci drugoplanowych.

Dlaczego w tym miasteczku zamieszkali komisarz, Ewa i parę innych postaci?

Jeśli chodzi o bohaterów książki, to jest to w treści wyjaśnione, lub zaznaczone, a pełne wyjaśnienie pojawi się w kolejnych częściach. Olovskiemu żona zaplanowała cichą spokojną emeryturę na wsi, stąd przeprowadzka do La Ferte. Rodzina Ewy kupiła dom w tym miasteczku, bo nieruchomości są tam stosunkowo tanie, a gdzieś przecież mieszkać trzeba . Natomiast jeśli chodzi o to dlaczego akcja dzieje się właśnie tam, to tak jak mówiłam: te miasteczka mają swój niepowtarzalny urok. Jakiś taki melancholijny nastrój, pełen tajemniczości. Wystarczy pospacerować o zmroku brukowanymi uliczkami -zamknięte okiennice, latarnie, ruiny zamku, katedry, kościoły, ciemne dziedzińce, przemykające czasami, pochylone sylwetki… Dla takiego pożeracza kryminałów, jak ja, jasne jest, że w każdej z tych pięknych kamienic, za każdym załomem ulicy czai się jakaś tajemnica. A przynajmniej, może się czaić.

Rasowi autorzy rasowych kryminałów często umieszczają akcję swoich książek w jakimś konkretnym mieście. Czytelnik ma wtedy podwójną frajdę – może śledzić intrygę poznając jednocześnie historię, zanurzyć się w kolorycie konkretnego miejsca. La Ferte również nie istnieje. Albo inaczej – istnieje wiele takich La Ferte. Mnie zależało na pokazaniu Francji, nie tej z pocztówek, widzianej z okien hotelu, czy turystycznego autokaru. Do La Ferte rzadko docierają zagraniczni turyści, tu ludzie żyją innymi problemami, innym rytmem. Tak – są zabytki, ale sklep tylko jeden, bo reszta splajtowała, a knajpki są zamykane  już o 22.00. Zresztą, po co tu przyjeżdżać, skoro jest wieża Eiffla, łuk Triumfalny, a Luwru nawet w trzy dni nie obskoczymy.

Tylko, że Francja ma ponad 500 tys km kwadratowych powierzchni, około 60 mln ludności i nie wszyscy  mieszkają w Paryżu, w zamkach nad Loarą, ani nawet nie na Lazurowym Wybrzeżu. Na dodatek Paryż, czy inne metropolie, to wspaniały, wielokulturowy melanż. A ta prawdziwa, tradycyjna Francja (czasami tradycyjna, aż do bólu ) to właśnie te małe wioski, ta zapomniana prowincja. I taką Francję chciałam pokazać, dlatego Ewa Wolny, Serge Olovski i inni mieszkają właśnie w La Ferte.

Jak przygotowywała się Pani do napisania tych opowiadań? Chodzi mi tu o zebranie materiału.

Sporo jeździłam po Francji i było to “zwiedzanie” bez ograniczeń czasowych. Miałam szczęście poznać wielu, różnych ludzi.  Jestem podglądaczem. Lubię słuchać i obserwować ludzi. I to obserwowanie i słuchanie to chyba była podstawa przygotowań do pisania. I oczywiście, jak wszyscy, jeśli potrzebuję informacji bardziej fachowych, szukam ich w internecie, lub próbuję dotrzeć do ekspertów z danej dziedziny. 

Opis smakołyków, którymi częstowała komisarza Olovskiego pani Genevieve Hibou sprawił, że zaczęłam być głodna  . Mimo wszystko polubiłam starszą panią. Czy Pani lubi gotować i piec? Skąd wzięły się te wszystkie smaczne opisy? 

Nie umiem piec! Z gotowaniem już lepiej, chociaż nie zawsze mi to wychodzi, bo mam skłonność do eksperymentowania, a to się czasami dziwnie kończy. No, ale pisząc o Francji, spraw kulinarnych nie można całkowicie pominąć. Art de vivre zobowiązuje . Poza tym, zauważyłam, że Polacy, którzy mnie odwiedzają często na francuską kuchnię narzekają.  Mamy chyba jednak jakieś inne odczuwanie smaku? Albo inne podejście do jedzenia.? Nie mogłam pominąć takiego tematu w książce, która dzieje się na francuskiej prowincji. Olovski nie jest może takim łasuchem jak Montalbano, ale w końcu, jak się jest na emeryturze, to od czasu do czasu trzeba sobie sprawić jakąś drobną kulinarną przyjemność.

No i mimo, że podróżujemy, zwiedzamy, poznajemy – sporo mitów nadal funkcjonuje o francuskiej kuchni. A przecież, ta prawdziwa, tradycyjna opiera się na prostych, dostępnych produktach i podobnie, jak polska kuchnia, ma całe mnóstwo niedocenionych, nieznanych szerzej dań.

Czy któraś z postaci nie zaczęła czasem żyć własnym życiem, kiedy już większa część tekstu była napisana, naruszając w ten sposób całą historię i wpływając na losy innych?

Oj tak. I to nie tylko główni bohaterowie. Na szczęście nie  na tyle, żeby zniszczyć pierwotne założenie historii. Ale zdarza się, że jakaś postać niesie ze sobą jakąś ciekawą opowieść i wpycha się z nią niespodziewanie. I czekam zawsze z drżeniem, że jakiś okrutny redaktor powie “Nie! To wycinamy! To nic nie wnosi”. Na szczęście dla tych “nachalnych” postaci, historie Olovskiego są z założenia takie raczej “gawędziarskie” i czytelnik już po kilku stronach orientuje się, że zbrodnia i śledztwo to nie jest to, co te opowieści buduje. Zadyszki  nie dostaniemy śledząc postępy detektywistycznych wysiłków komisarza z reumatyzmem. Ale mam nadzieję, że wizyta w La Ferte mimo to będzie przyjemna.

Ile śledztw przeprowadzi komisarz Serge Olovski?

Trudne pytanie. On się dopiero rozkręca, więc dopóki reumatyzm go nie pokona, pewnie ciągle będzie mu się coś dziwnego przydarzało. A tak poważnie – w przygotowaniu jest następna książka, a jeszcze kolejna na ukończeniu. Dobrze mi się “współpracuje” z tą dwójką bohaterów. Myślę, że formuła jest na tyle plastyczna, że na jej bazie może powstać wiele opowieści z Ewą i Olovskim. Oczywiście  w największej mierze zależy to od czytelników. Jeśli oni starego komisarza polubią i będą mieli ochotę wpadać czasami do La Ferte to i opowieści będą się snuć. Dziwne rzeczy dzieją się za zamkniętymi okiennicami w małych miasteczkach, więc tematów nie zabraknie.

Recenzja książki http://ksiazkazostawiaslad.pl/index.php/2020/11/01/eliza-veinard-dom-z-ogrodem-tanio-sprzedam-i-swiateczne-porzadki-genevieve-hibou/

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.