List ze Szczecina

Filomeno Droga.
Muszę Ci napisać o czymś, co przydarzyło mi się w czasie wycieczki do Szczecina i na Wyspę Uznam (to kolejna wycieczka szkoleniowa, którą zorganizowałam u siebie w pracy). Mimo, że minął już miesiąc od powrotu, nadal trudno mi w to wszystko uwierzyć. Ale od początku… Dojechaliśmy na miejsce wieczorem we czwartek. Po zakwaterowaniu się w hotelu wyruszyłam wraz z Gosią i Danusią smakować nocne życie w Szczecinie. I tu niestety rozczarowanie. Wydawało mi się, że tak duże miasto tętni życiem wieczorami, a tu pusto. Dziwne to było uczucie, kiedy szłyśmy jasno oświetlonymi ulicami i zaułkami, a wokoło nie było żywej duszy. Z rzadka pojawiał się tylko jakiś przechodzień, za to turystów nie było wcale. Z jednej strony były to komfortowe wręcz warunki do podziwiania fantastycznie oświetlonych kamienic, wież kościołów, uliczek. Ale gdybym była sama, czułabym się nieswojo. W towarzystwie dziewczyn czułam się bezpiecznie.

Zwiedzanie następnego dnia zaczęliśmy od Książnicy Pomorskiej.

Ta biblioteka ma bogatą historię, począwszy od 1905 roku. Zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Budynek wygląda niepozornie, ale mieści w sobie ogromną ilość pomieszczeń. Zwiedzanie zaczęło się mocnym akcentem – wystawą niecodziennie „Oblicza kaligrafii”. Na każdym zrobiła olbrzymie wrażenie. A ja … przepadłam! Coś pięknego! Fantastycznego! Niesamowitego! Poczułam się jak w bajce, w jakimś innym wymiarze. Czas stanął.

Do tej pory myślałam, że kaligrafia to jedynie sztuka pięknego pisania literek mieszczących się w linijkach. A tymczasem to także sztuka użytkowa. Nadruki na podkoszulkach, zaproszenia, życzenia, teksty, ozdabiane przedmioty … Najchętniej zostałabym tam cały dzień i podziwiała, podziwiała, podziwiała … Wszystko było cudne, piękne, niezwykłe wspaniałe i pomysłowe. I przy okazji chwilami bardzo proste. Jedna z autorek zilustrowała wierszyki Brzechwy o zwierzątkach. Zrobiła to, pisząc tekst o danym zwierzątku w kształcie tego zwierzątka, np. tekst o kangurze wyglądał z daleka jak kangur.

Zachwycił mnie wierszyk „Zebra” – tekst układał się w postać zebry z pasami, które tworzyły właśnie słowa z wiersza o niej. I kiedy tak stałam i podziwiałam, usłyszałam nagle: „A cóż to takiego?!”. Obok mnie stała młoda dziewczyna ubrana w niecodzienny strój – długą, prostą suknię z wysokim, przylegającym do szyi koronkowym kołnierzem i z ciasno upiętymi włosami. Wyglądała niezwykle na tle całej naszej grupy, poubieranej lekko (bo upał) i turystycznie. Rozejrzałam się w poszukiwaniu innych, podobnie ubranych osób, bo uznałam, że jest tu grupa pasjonatów, przebierających się w historyczne stroje i będąca atrakcją dla odwiedzających bibliotekę. Ale w zasięgu wzroku nikogo takiego nie zobaczyłam. Co więcej, mijające mnie osoby zupełnie nie zauważały owej dziewczyny, niemal przechodząc przez nią! Poczułam się trochę dziwnie, tym bardziej, że niecodziennie ubrana postać powtórzyła pytanie, patrząc wyraźnie na mnie. Rozejrzałam się jeszcze raz, ale nikt nawet nie zwrócił na nią uwagi. Przełknęłam ślinę i w myśl zasady „z wariatami lepiej nie dyskutować” zapytałam się: „A o co chodzi?”. Dziewczyna przyjrzała mi się i powiedziała:
„Dlaczego wszyscy są tak dziwnie ubrani? I co to za dziwne bohomazy te rysunki?”. Jak się domyślasz Filomeno, chodziło jej o wiersze Brzechwy, które tak bardzo mi się podobały. Postanowiłam odpowiedzieć na to pytanie i nie czekając na reakcję szybko się ulotnić.
– „Ci wszyscy ludzie to wycieczka, a ponieważ jest upał to jesteśmy lekko i przewiewnie ubrani. A te dziwne bohomazy to rysunki przedstawiające wiersze Brzechwy, a będące częścią wystawy „Oblicza kaligrafii”, na której jesteśmy.”
– „Brze … co? I co to jest kaligrafia?!”
wykrzyknęła głośno dziewczyna. Zastanowiło mnie, że nikt nie zwracał dalej na nią uwagi, zupełnie jakby była duchem … Tylko dlaczego ja ją widzę, słyszę i mogę z nią rozmawiać? Może zaszkodził mi upał, przegrzało mnie albo sama już nie wiem co. Zdecydowałam się odpowiedzieć, ale tak by nikt mnie nie usłyszał, bo inaczej moje koleżanki z pracy pomyślałyby, że dobrze się dotąd kamuflowałam, a tak naprawdę jestem dziwaczką i mówię sama do siebie.
– Brzechwa. Jan Brzechwa. Był poetą piszącym wierszyki dla dzieci. A kaligrafia to sztuka pięknego pisania. Słowo „kali” pochodzi ze starogreckiego „kalos” i oznacza „piękno”, natomiast słowo „grafia” odpowiada starogreckiemu „graphia”, czyli „pisanie, przedstawianie, opisywanie”. Ale tu nie tylko są te „bohomazy” jak je Pani nazwała, ale …
– Mów mi Anna proszę.
– Dobrze Anno. A więc jak widzisz tu są nie tylko takie rysunki, ale i inne. Zobacz jakie to piękne, te kolory, te barwy, kunszt wykonania, drobniutkie płatki złota, w których wyżłobiono ornamenty. To małe arcydzieła.

Zapadła cisza, nikt nie zwrócił uwagi na mamroczącą pod nosem bibliotekarkę. Rozejrzałam się wokół. Dziwna postać gdzieś zniknęła, a ja odetchnęłam z ulgą. Dotknęłam czoła, jednak było chłodne. Zaczęliśmy zwiedzać Książnicę. Obecnie to samorządowa instytucja kultury, pełniąca funkcję centralnej biblioteki całego Pomorza i wojewódzkiej biblioteki publicznej. Brzmi bardzo naukowo i górnolotnie? Filomeno, to po prostu nie tylko biblioteka publiczna – taka jak w każdym mieście – ale i biblioteka centralna całego Pomorza – co oznacza, że ona jest głową, a inne podległe jej biblioteki odnogami.

Erwin Ackerknecht, dyrektor biblioteki w latach 1907-1945, scalił księgozbiory naukowe z terenów dzisiejszego Pomorza Zachodniego. Oczywiście między innymi, bo poza tym stworzył m. in. Bibliotekę Muzyczną, Bibliotekę Ludową, Wyższą Szkołę Ludowę, Pomorską Krajową Bibliotekę Objazdowę i Wyższą Szkołę Bibliotekarską … Uff … zasapałam się przy wyliczaniu. A – zapomniałabym. Zaczęto również wydawać czasopismo bibliotekarskie “Bücherei und Bildungspflege”. Wiesz Filomeno, taki dyrektor to skarb. Wygląda na to, że dla niego najważniejszy był czytelnik i książka. Mogłabym tak długo wymieniać nie tylko zasługi Ackerknechta, ale i innych, którzy przyczynili się do rozwoju tej jednej z głównych bibliotek w Polsce. Ale wróćmy do zwiedzania. Książnica jest niesamowita. Ilość pomieszczeń, sal, ogromne przestrzenie dla czytelników, bardzo duża ilość pracowników – to wszystko sprawia, że chciałoby się tam spędzać mnóstwo czasu. Po prostu – biblioteka przyjazna dla wszystkich. Bo oprócz działalności ściśle bibliotecznej pełni także rolę ośrodka kulturalnego. Wiesz, to było zawsze moje marzenie – stworzyć takie miejsce i pracować w nim. Miejsce, gdzie byłyby książki dla dorosłych i dla dzieci, odbywałyby się różne spotkania, warsztaty i wystawy. I byłaby też kawiarenka „Inkunabuł”, gdzie serwowane były potrawy według przepisów z książek … Ech, marzenia marzenia marzenia … I na koniec ciekawostka – „Książnica Pomorska serdecznie zaprasza do korzystania z Wypożyczalni Dzieł Sztuki. Zachęcamy do wypożyczania oryginalnych obrazów i rzeźb w Czytelni Zbiorów Specjalnych”. To ja poproszę Vermeera, jeśli tylko mają.


– Co to jest Wypożyczalnia? I Czytelnia? Zbiory Specjalne? Odezwał się za mną znienacka głos Anny. A więc dalej mam te zwidy??? Usiłuję przyspieszyć kroku, ale Anna bez problemu mi towarzyszy. – No więc?
Poddaję się i z rezygnacją, nie wierząc we własne zmysły, odpowiadam:
– Wypożyczalnia to miejsce, gdzie można coś pożyczyć, czyli wziąć ze sobą, a potem oddać. Czytelnia to miejsce, gdzie można przyjść i coś poczytać. A Zbiory Specjalne to taki rodzaj przedmiotów, które są wyjątkowe.
Odpowiedź zaspokoiła chwilowo jej ciekawość. Przez resztę zwiedzania towarzyszyła mi w milczeniu, pilnie słuchając tego, co mówiły kolejne oprowadzające nas po różnych pomieszczeniach bibliotekarki. A potem zniknęła. Postanowiłam się nie cieszyć, żeby nie rozczarować się jej ponownym pojawieniem. Z trudem wróciłam do rzeczywistości, bo trzeba było iść dalej. Ku mojej radości jedna z artystek, której dzieła są prezentowane na tej wystawie, Joanna Zakrzewska, prowadzi w Gdańsku warsztaty kaligrafii! Po powrocie napisałam do niej wiadomość i okazało się, że nie muszę uczestniczyć w kursie od początku do końca, mogę przyjść na konkretne zajęcia. Wyszliśmy z Książnicy pełni wrażeń i równocześnie niedosytu. Ponad godzina to stanowczo zbyt mało czasu na spokojne poznanie takiego miejsca. Idziemy w kierunku dworca kolejowego. Tam, na peronie pierwszym, znajduje się wejście do dawnego schronu przeciwlotniczego. To tutaj znajdują się Podziemne Trasy Szczecina. Można je zwiedzać, a raczej przejść nimi wyłącznie z przewodnikiem. Dobrze, że od budynku Książnicy do dworca nie ma takiej dużej odległości. Dzięki temu bez kłopotu i pośpiechu zdążamy na wyznaczoną godzinę wejścia do Podziemnej Trasy.

Przewodnik już na nas czeka. Każdy dostaje kask, który zakłada na założony wcześniej jednorazowy czepek. Wyglądem każdy przypomina inżyniera Karwowskiego z „Czterdziestolatka”. Sesja zdjęciowa – obowiązkowa! Rozpoczęliśmy zwiedzanie, idąc za wesołkowatym przewodnikiem, który w nieoczekiwanych miejscach wyskakiwał z jakąś dowcipną (w jego mniemaniu) uwagą typu „Proszę Państwa, mamy jedyny w Polsce pokaz mody schronowej!”. Poinformował nas także, że oprowadza również po Cmentarzu Centralnym (a jest to największy cmentarz w Polsce i trzeci pod względem wielkości w Europie) i można sobie zamówić zwiedzanie ścieżką tradycyjną lub botaniczną i on jest jedynym przewodnikiem, który oprowadza na wesoło, inni robią to poważnie i on nie wie dlaczego … Zwiedzanie cmentarza ścieżką botaniczną … Filomeno, nie wyobrażam sobie tego. Do budowy schronu wykorzystano podziemia fortyfikacji miejskich z XVIII wieku, budowa zakończyła się w 1941 roku. Filomeno, ja dotąd znałam takie miejsca z filmów i prasy czy opisów literackich. Nie zdawałam sobie absolutnie sprawy, jak to naprawdę wygląda! Przede wszystkim to olbrzymie … sama nie wiem jak to nazwać. Olbrzymia budowla brzmi chyba najsensowniej. Doczytałam w Wikipedii, że schron posiada pięć podziemnych kondygnacji, sięgających 18 metrów w głąb ziemi. Jego powierzchnia wynosi ok. 2,5 tysiąca m², grubość ścian dochodzi do 3 metrów, a stropów do 2,8 metra. Podczas alianckich nalotów na miasto, w schronie chroniło się ok. 5 tysięcy osób. Obiekt często określany jest jako największy schron cywilny z czasów II wojny światowej w Polsce*. Te suche informacje nie dałyby mi żadnego pojęcia, gdybym tego nie zobaczyła na własne oczy. Nie spodziewałam się tego, co zobaczyłam, nie byłam na to przygotowana. Patrzyłam na ciągnące się tunele, oświetlone światłem elektrycznym pomieszczenia, wentylację w ścianach i miałam wrażenie, że jestem w pułapce bez wyjścia, w zamknięciu, w którym się uduszę. Zupełnie jakbym przeniosła się w czasie … A potem nastąpiło najgorsze. Przewodnik włączył odgłosy bombardowania. Chciałam się skulić, objąć rękami głowę i krzyczeć wniebogłosy, żeby przestali zrzucać bomby … A potem wyszłam cała rozedrgana na jasno oświetlone słońcem, upalne ulice miasta, które w czasie wojny bardzo ucierpiało właśnie od bombardowania. Zwróciłam uwagę, że szczególnie mocno było bombardowane w dniu urodzin Hitlera … Nawet teraz, kiedy to piszę, a minęło już trochę czasu, mam dreszcze i czuję to przerażenie, które wcale nie minęło do końca. Wiesz Filomeno, nigdy nie chciałabym, żeby to się powtórzyło …

Kolejne miejsce, które zwiedziliśmy to Filharmonia. Nowy budynek ma przypominać wierzchołek góry lodowej (coś w tym jest, ale jak stanie się w pewnej odległości), zaprojektowany został w barcelońskiej pracowni. Budynek jest olbrzymi, ma duże – żeby nie powiedzieć ogromne – przestrzenie. Oprowadza nas miła pani na wysokich obcasach i zastanawiam się, jaką musi mieć wprawę w bieganiu po takiej przestrzeni i tylu schodach.
– Co to jest Filharmonia?
No tak, dlaczego przestaje mnie to dziwić? Zaskoczyło mnie, że Anny nie było z nami w schronie. Zapytałam ją o to. Wyjaśniła, że nie chciała tam być, bo jest ciemno, dużo ludzi i jakieś dziwne, przerażające odgłosy.
– Filharmonia to takie miejsce, gdzie przychodzą ludzie posłuchać muzyki.
– Ogromna budowla. Na moim zamku nie ma takich miejsc.
Na zamku??? Jakim zamku? Kim jest Anna? O co w ogóle chodzi??? Te pytania na razie zachowuję dla siebie. Nie chcę prowokować kolejnej rozmowy.

Filharmonia, podobnie jak Książnica, jest olbrzymim budynkiem. I pełni również rolę ośrodka kulturalnego, tyle, że nie ma tu oczywiście książek – są za to różne przestrzenie, w których są organizowane wystawy i spotkania. Co ciekawe, Filharmonia ma tylko trzy okna. Trzy, ale za to jakie duże! I jaki piękny z nich widok! Po obiedzie kontynuujemy zwiedzanie objeżdżając Szczecin. Przy okazji mijamy różne interesujące miejsca, jak np. toaleta, w której podczas „wizyty” słucha się szant albo najstarsze kino na świecie, liczące 111 lat. Anna materializuje się na fotelu obok mnie i patrząc przez szybę wykrzykuje co chwilę:
– Co to za dziwny stwór, w którym się znajdujemy? Ale tu zielono! Co to takiego te dziwne metalowe obiekty? Ile tu ludzi! Jak oni dziwnie są ubrani. Ojej, tam coś miga na czerwono! A to co za dziwne zwierzę? Pies?
Na szczęście nie wymaga ode mnie odpowiedzi. Zresztą nie byłabym w stanie ich udzielić, bo słowa wypowiadane są bez przerwy. Na zakończenie idziemy na spacer po Szczecinie z przewodnikiem. Wtedy dopiero zauważam, jak bardzo zielone jest to miasto. Pełno kwiatów na skwerach, drzewa, olbrzymie Błonia – to wszystko mnie uspokaja. Pęd codzienności zwalnia – mam wrażenie, że ginie w zieleni, która go wchłania. Idąc na Zamek Książąt Pomorskich przystajemy przed pomnikiem Bolesława X i Anny Jagiellonki. Przez chwilę postać Anny Jagiellonki wydaje mi się skądś dziwnie znajoma… Jestem zaskoczona, bo dotychczas wiedziałam, że Anna Jagiellonka była żoną Stefana Batorego, a nie jakiegoś Bolesława.


– „No i jak, podobna jestem?” słyszę znienacka. Przez chwilę zamieram. Potem powoli patrzę to na pomnik, to na stojącą obok mnie Annę. Parę spojrzeń i jestem pewna – to Anna Jagiellonka, ta z pomnika. Zaczyna mnie to wciągać, ten dziwny stan na pograniczy jawy i snu.
– Tak, jesteś podobna. Tylko … Do tej pory wiedziałam, że Anna Jagiellonka to córka Zygmunta Starego, żona Stefana Batorego, nieładna, bezdzietna i w dodatku starsza kobieta.
– Widzisz, ja zmarłam 20 lat przed jej urodzeniem. Była córką mojego brata, Zygmunta Starego, a więc moją bratanicą.
– Na pomniku jesteś młoda i piękna. Długo żyłaś?
– 27 lat.
– Krótko. Co się stało?
– Kiedy wychodziłam za Bogusława, miałam 15 lat. Byłam jego drugą żoną. Małgorzata Hohenzollerówna, pierwsza żona, okazała się dzieciobójczynią. Pozbywała się płodów, a gdyby Bogusław nie doczekał się potomka, Pomorze przejęłaby Brandemburgia. Kiedy Bogusław to odkrył, skazał medyka na śmierć, a żonę uwięził w wieży, gdzie szybko pożegnała się z tym światem.
– Wychodząc za mąż byłaś dzieckiem!
– Tak, ale nasze małżeństwo, mimo, że aranżowane, było szczęśliwe. Doczekaliśmy się pięciu synów i trzech córek. Kiedy urodził się drugi syn, mój mąż ruszył w dziękczynną podróż do Ziemi Świętej. Pisał z tej podróży do mnie listy. Były piękne.
– Co w nich było?
– Są bardzo osobiste, ale posłuchaj:„Woła do Ciebie moja dusza wierna. Jakżeś mi blisko, choć tak niedostępna. We snach oglądam owal Twojej twarzy. Jakże to piękna będzie dla mnie chwila, gdy się w Szczecinie mym oczom ukażesz. O rychłym naszym spotkaniu wciąż marzę i wiem, że więcej miłości dasz mi Kochana niż piasku na plaży, niż statek wielkiej pojemności zdolny jest zabrać wonnych płatków róży”. I jeszcze „Potem chcemy do Jej Miłości żeglować, bowiem możemy razem radować się i miłować, przeżyć kilka tysięcy dobrych nocy, na okręcie miłości ze stu tysiącami pęków róż rozsiewających zapach i tyle razy ile ziaren piasku jest w morzu, i tyle razy ile kropel wody przepływa przez śluzę w Darłowie”. Znam te fragmenty na pamięć. W 1502 roku doszło do buntu mieszczan szczecińskich. Bogusław bał się o nas i wyprawił nas do nowo wybudowanego zamku we Wkryujściu. Tam urodził się nasz ostatni syn. Ale niestety wilgoć, która tam panowała, stała się przyczyną mojej choroby – medycy nie wiedzieli co mi jest. Zmarłam, po 12 latach małżeństwa. Bogusław nigdy nie ożenił się po raz kolejny. Naprawdę mnie kochał. Przeżył mnie o 20 lat. Niestety nie wiadomo, gdzie znajdują się jego szczątki, bo kościół św. Ottona, gdzie został pochowany, nie istnieje już. Mnie pogrzebano w Greifswaldzie. Chyba tam się wybieracie?
– Tak, mamy w programie to miasto.
– To pokażę Ci, gdzie jest miejsce mojego pochówku.
Na pomniku Anna umiejscowiona jest o stopień wyżej niż Bogusław, dzięki czemu oboje są równego wzrostu … od góry. Okazuje się, że jury konkursu na ich pomnik, ogłoszonego w 1970 uznało, że Anna Jagiellonka, będąca córką Kazimierza Jagiellończyka, króla Polski, ze względu na swoje pochodzenie nie mogła być przedstawiona jako osoba niższa wzrostem, aniżeli książę Bogusław X. Pomyślałabyś Filomeno o czymś takim? Bo ja nie.

Od pomnika poszliśmy na dziedziniec Zamku Książąt Pomorskich. Niestety był dla nas niedostępny wewnątrz – tuż przed naszym przyjazdem zawaliły się stropy i runęły 3 kondygnacje w części północnej. Ale na dziedzińcu też było co oglądać. Moją uwagę zwrócił oryginalny zegar. Ciekawa jest jego historia. Powstał w 1693 roku, ale w czasie II wojny światowej uległ całkowitemu zniszczeniu. Został zrekonstruowany i zamontowany na wieży podczas remontu Zamku w latach 1978-1979. Jest niezwykły, zdaje się żyć własnym życiem. W górnej części tarczy są dwa lwy z okresu szwedzkiego, a między nimi kula pokazująca fazy księżyca. Pod kulą znajduje się maska zielonego człowieka, która porusza oczami zgodnie z ruchem dużej wskazówki godzinowej, w jej otwartych ustach znajduje się datownik pokazujący aktualną datę. Nad maską, a pod kulą znajduje się błazen wybijający lewą ręką godziny a prawą – kwadranse, kłapiący przy tym szczęką i przewracający oczami. Na tarczy są dwa gryfy pomorskie oraz rok pierwszego remontu (1736). Do dnia dzisiejszego z pierwotnego wystroju tarczy zegarowej zachowały się tylko niewielkie jej fragmenty.

Widzę Annę przechodzącą się po dziedzińcu. Pewnie wspomina lata tu spędzone. Bogusław rozbudował dla przyszłej żony istniejącą od XII wieku siedzibę, dobudowując skrzydło południowe. Przewodnik rozpoczyna opowieść o nieszczęśliwej Sydonii von Borck, szlachcianki z pomorskiego rodu. Zamyślam się.
– O czym tak dumasz? Pyta Anna.
– O nieszczęsnej Sydonii von Borck.
– Ach, ona! Piękna, utalentowana, zakochana, porzucona. Nie miała oparcia w rodzinie, a brat był tak bardzo niechętny nie tylko jej ale i jej siostrze, że mimo umowy, jaką zawarł z siostrami, nie wypłacał im rocznej pensji, nie wspominając już o posagu w przypadku wyjścia za mąż. Siostry opuściły Strzmiele i tułały się po różnych miejscowościach. Sydonia wstąpiła do ewangelickiego zgromadzenia dla panien w Marianowie.
– Została zakonnicą?
– Zgromadzenie to, pełniło funkcję instytucji opiekującej się niezamożnymi szlachciankami. Sydonia ze względu na swój wiek i pochodzenie została mianowana zastępczynią matki przełożonej, ale po upływie roku pozbawiono ją tej funkcji, ponieważ uznano ją za osobę konfliktową, kłótliwą i złośliwą. Opuściła więc Marianowo. Zaczęła się zajmować zielarstwem, otaczała się zwierzętami, kontaktowała z zielarkami, interesowała się właściwościami ziół, udzielała porad lekarskich. A do tego coraz częściej odgrażała się ludziom, rzucając na nich uroki. Dlatego została oskarżona o czary – po raz pierwszy w 1612. Najpoważniejszym z zarzutów było oskarżenie o rzucenie klątwy na rodzinę książąt pomorskich z rodu Gryfitów – po rozstaniu z Ernestem Ludwikiem miała przepowiedzieć, że nie minie 50 lat, jak ród księcia wyginie. Uznano to za przestępstwo polityczne, zwłaszcza w kontekście niewyjaśnionych zgonów kolejnych książąt, ostatni – Bogusław XIV zmarł bezpotomnie po jej śmierci w 1637.
– Czarownice palono na stosach …
– Sydonię w 1619 osadzono ją w więzieniu na zamku Oderburg w Grabowie pod Szczecinem. Miała wtedy ponad 70 lat! Tortury i fałszywe zeznania świadków mocno ją pogrążyły, mimo, że odwoływała parę razy swoje zeznania. W 1620 roku ścięto ją mieczem za murami miejskimi, a ciało spalono i pogrzebano na średniowiecznym cmentarzu biedoty. Wiesz, tak sobie myślę, że Sydonia nie pasowała do tamtych czasów, choć były późniejsze od moich …
– Spotkałaś ją?
– Przypadkiem. Ale my Wędrujące przez Świat nie mogłyśmy się minąć.
– Wędrujące przez Świat … ???
– To długa historia, opowiem Ci ją kiedy indziej, bo teraz już się zbieracie dalej, a mój czas dzisiaj skończył się.
– Anno, zaczekaj, chciałam Cię o tyle rzeczy zapytać …
– Do jutra Mario! dobiegło mnie z oddali.
Ruszyliśmy na dalsze zwiedzanie. Doszliśmy uliczkami aż na Rynek Sienny. Tam rozeszliśmy się. Gosia, Danusia i ja poszłyśmy na Wały Chrobrego. Idąc cały czas rozmyślałam o Annie. Nie bałam się jej już, wręcz przeciwnie, zaciekawiła mnie i chciałam dowiedzieć się jak najwięcej. O niej, o jej czasach, o Bogusławie i jak to było w Szczecinie, gdy ona tu mieszkała na zamku. Pozostało mi żywić nadzieję, że jutro – tak jak obiecała – pojawi się. Wały Chrobrego znajdują się na skarpie wzdłuż Odry. Doszłyśmy aż do Cafe22. Kawiarnia mieści się na 22 piętrze ogromnego biurowca, stąd nazwa. Rozciąga się z niej rzeczywiście wspaniały widok na cały Szczecin. Ma zamiast ścian okna i można ją dookoła obejść. Zamówiłyśmy desery, nie podejrzewając nawet jak będą duże i pyszne. Zabrałam się do pałaszowania mojego tortu czekoladowego bez glutenu i myślałam sobie o tym co mnie spotkało, a raczej kogo spotkałam. Chciałabym, żebyś ją poznała Filomeno. Polubiłybyście się. Kończę już, nawet nie zauważyłam kiedy minęła północ, a jutro opiszę Ci kolejny dzień zwiedzania.
Ściskam Cię mocno Filomeno
Maria

4 komentarze

  1. Sylwia Trojanowska said:

    Wspaniała wycieczka po moim Szczecinie 💚 I jaki pomysł z Filomeną👍😘 Pozdrawiam ciepło!

    16 czerwca, 2020
    Reply
    • admin said:

      Jestem pewna, że Filomena jeszcze wróci 🙂 Pozdrawiam cieplutko!

      16 czerwca, 2020
      Reply
  2. Papierowy Bluszcz said:

    Tyle czasu mieszkam w Zachodniopomorskim i nie wiedziałam, że są takie cudne miejsca do obejrzenia… 🙂

    7 lipca, 2020
    Reply
    • admin said:

      To najlepszy dowód na to, że “cudze chwalicie, swego nie znacie”. Sama się przekonuję, że nieraz cuda są dosłownie pod bokiem, ale je najtrudniej dojrzeć z bliska. Taki paradoks. Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do zaglądania na kolejne spacery 🙂

      7 lipca, 2020
      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.