Ewa Popławska – Saga rodzinna “Pod złą gwiazdą” i “Ogniste serca”

Pani Ewa Popławska www.facebook.com/literamaznaczenie/, zgodziła się odpowiedzieć na parę pytań.

1. Skąd pomysł na Sagę Rodzinną? Ile tomów będzie liczyła?

Saga będzie miała trzy tomy, właśnie dopisałam zakończenie ostatniego. Pomysł sam do mnie przyszedł, odpowiedź na pierwsze pytanie nie jest łatwa ani oczywista. To, że piszę akurat o historii Polski w drugiej połowie XVII wieku jest splotem wielu czynników, między innymi decydują opracowania i książki, które czytałam. Gdybym jednak miała wymienić konkretną pozycję, od której wszystko się zaczęło, nie umiałabym.

2. Akcja pierwszego tomu sagi, „Pod złą gwiazdą”, rozpoczyna się w XVII wieku, w Łodzi. Dlaczego akurat w Łodzi? I dlaczego w wieku XVII a nie np. w XVI bądź XVIII?

Szukałam dobrego miejsca akcji, pierwotnie nie planowałam kontynuacji „Pod złą gwiazdą”, więc miał być tylko jeden tom. Chciałam pisać o procesach i skazywaniu kobiet za „praktyki czarowskie”. Tematyka trudna emocjonalnie, mroczna. Dopiero później wszystko się zmieniło, im więcej opracowań czytałam, tym bardziej zmieniała się ta koncepcja. Ale zanim się zmieniła, czytałam o procesach. Zdziwiłam się, że w Łodzi był tylko jeden. Pomyślałam sobie wtedy – oto historia! Skupić się na konkretnym wydarzeniu w mieście dzisiaj znanym, dużym. Sięgnęłam więc po opracowania Łodzi rolniczej Andrzeja Zanda i Bohdana Baranowskiego. Wtedy zakochałam się w dawnej Łodzi. Kiedy dużo o czymś czytasz, badasz temat, zaczyna cię pochłaniać, podchodzisz do niego emocjonalnie. Dlatego Łódź, w której przed napisaniem „Pod złą gwiazdą” nigdy nie byłam, stała się dla mnie nagle ważna, utożsamiałam się z nią. W dodatku kobieta, której dotyczył łódzki proces nazywała się Zofia Strasibótka (Straszybot). Brzmi znajomo, prawda? Stąd się wzięła u mnie Zofia Sobótko.

3. Czy postać Konrada Jezierskiego była wzorowana na jakiejś konkretnej postaci historycznej?

Nie, Konrad Jezierski to postać fikcyjna, podobnie Wanda czy Jerzy – „łodzianin najstarszy, rolnik niezrównany”. Fikcyjnymi postaciami są też Żelichowie, Mirczakowie, Grosikowie, Paczoskowie, Moranowiczowa i swat Roch Sadowy, zwany Sadowskim. Co prawda, podłódzka wieś Chojny (teraz dzielnica miasta) naprawdę należała do szlachty, ale nie do rodu Jezierskich, których po prostu wymyśliłam. Za to w tamtym czasie (około 1666 roku) władzę jako wójt Łodzi sprawował Walenty Gliński, a burmistrzem był Jan Markowicz. U mnie są to Walenty Gliniewicz i Jan Marko, więc można powiedzieć, że nazwiska zaczerpnęłam ze źródeł, choć włodarze nie zostali dostatecznie dobrze opisani, więc to, jak wyglądali, w jaki sposób mówili i się zachowywali, musiałam wymyślić. Naprawdę istniał też w dawnej Łodzi ród Szczygłów, ale kim owi Szczygłowie byli – tego nie wiem. Tyle tylko, że figurowali w spisie mieszkańców. Z kolei postaci historyczne to: król Jan Kazimierz Waza, hetmani i część dowódców spod Mątew oraz Jerzy Sebastian Lubomirski, którego często wspominają bohaterowie, choć sam się w powieści nie pojawia.

4. Czy któraś z postaci ma cechy osoby rzeczywistej, znanej Pani?

Nie, staram się tworzyć postaci niezależne, nie chcę wzorować się na osobach z mojego otoczenia. Zresztą to jakoś samo przychodzi.

5. Jak wyglądała praca nad zebraniem materiałów źródłowych do sagi? Skąd czerpała Pani informacje o tym co jadano, jak się ubierano, jakie były zwyczaje? Jak długo zajęło Pani zebranie materiałów i informacji? Czy rozmawiała Pani z osobami znającymi dobrze dany temat czy daną epokę? Czy czytała Pani opis przyjazdu Sobieskiego do Gdańska?

W przypadku zbierania materiałów do napisania „Pod złą gwiazdą”, praca zajęła mi rok. Był to rok czytania opracowań i źródeł, intensywnego notowania, przeglądania, szukania najlepszych prac. Informacje czerpałam z badań historyków, między innymi: Janusza Tazbira, Zbigniewa Wójcika, Bohdana Baranowskiego, Jerzego Lileyki, ks. Kitowicza, Leonarda Pełki. Osobno czytałam książki na temat obiegu pieniądza w dawnej Rzeczpospolitej, ale też o bitwie pod Mątwami, Jerzym Sebastianie Lubomirskim i militariach. Z tym ostatnim miałam sporo problemów, bo źródła nie rozwiały kilku ważnych wątpliwości. Wtedy zwróciłam się do profesora Kościelaka z Uniwersytetu Gdańskiego. A do „Ognistych serc” robiłam osobny research i choć może się wydawać, że dobrze znałam już realia epoki, i ta praca zajęła mi kilka miesięcy. Chociażby z tego względu, że przeniosłam akcję do Gdańska, a więc największego ówczesnego miasta Rzeczpospolitej. Wiele zabytków stoi do tej pory, ale ogólnie Stare Miasto trochę się zmieniło. Detale były ważne, na przykład w XVII wieku Zielona Brama miała cztery, a nie trzy skrzydła, zaś Złotą Bramę nazywano Długouliczną. A skoro już padło pytanie o ten sławny wjazd króla do miasta, to został on przeze mnie odwzorowany na podstawie dostępnych opracowań. Nie czytałam szczegółowego opisu wjazdu, bo… żadnego nie było. Przynajmniej ja na szczegółowy opis nie trafiłam. Dlatego pozostało zebrać wszystkie informacje o wjeździe, a znalazłam je u Czesława Biernata, Edmunda Cieślaka, Wojciecha Fijałkowskiego, Zbigniewa Wójcika i Michała Komaszyńskiego). Każdy z tych badaczy coś na temat przybycia króla pisał, ale informacje były wybrakowane, na szczęście każde kolejne opracowanie stanowiło dopełnienie poprzedniego. Kiedy ujrzałam panoramę wydarzenia, rozpisałam je w punktach i wreszcie poczułam, że mogę to napisać. Starałam się odwzorować ten wjazd jak najrzetelniej, ale ostatecznie nie mnie oceniać, czy to się udało.

6. Czy była Pani w każdym z opisanych miejsc osobiście czy informacje o nich czerpała Pani ze źródeł pisanych czy dostępnych w internecie?

Rzadko używam internetu do robienia researchu. Czasem sprawdzę jakąś błahą informację, na przykład kto był hetmanem polnym koronnym w którymś roku, czy był na ważnym stanowisku jakiś wakat (zawsze ten sam problem z Jezierskim – jako kogo tym razem go przedstawić, kogo wysiudać ze stanowiska). Staram się używać jak najmniej internetu w procesie dokumentowania. Zawsze najważniejsze są książki, przy czym staram się wybierać uznanych historyków, bo wiem, że można im zaufać. W Łodzi pierwszy raz pojawiłam się w 2020 roku na spotkaniu autorskim, nie zwiedzałam wcześniej miasta. Pocieszam się myślą, że i tak niczego bym nie osiągnęła, bo Łodzi rolniczej już nie ma, więc jedyne, co bym mogła zrobić, to sięgnąć do łódzkich archiwów. Jednak ostatecznie byłam zadowolona z opracowań o Łodzi, zwłaszcza Zand mnie zachwycił. Umieścił wszystko! Nawet informacje na temat tego, ile krów posiadali średnio mieszkańcy dawnej Łodzi i jakie to były krowy. Zaszalał też ze spisem mieszkańców, wymieniał pokolenia po pokoleniach, najważniejsze rody, dodał mapki.

7. Jeśli chodzi o zachowanie bohaterów – czy konsultowała je Pani z jakimiś specjalistami bądź sprawdzała w materiałach źródłowych, czy są one prawdopodobne? Chodzi mi np. o odwiezienie Wandy przez Konrada z powrotem do domu, kiedy przyszła do niego poinformować go plotce rozpuszczanej przez Wiesia. Albo o przyznanie przez Daniela, że jego żona była niewinna, że tylko on sam dopuścił się tych wszystkich okrutnych czynów.

Nie wszystko było w opracowaniach czy źródłach. Ale człowiek, który bada daną epokę, zaczyna tę epokę rozumieć, w to powinno się wejść jak najgłębiej, żeby poczuć coś prawdziwego, dokopać się emocjonalnie do sedna. Bez tego nie napisze się dobrej powieści historycznej, zrozumienie i szacunek są kluczowe. Jeśli się rozumie tamtych ludzi, jeśli się naprawdę wejdzie w ich skórę, to pewne rzeczy stają się oczywiste. Owszem, reguł moralnych i prawnych należało przestrzegać, ale pamiętajmy, że ludzie są różni i ich zachowania czasem odbiegają od ustalonych norm. Dlatego mogło się zdarzyć, że szlachcic odwiózł mieszczankę wozem, choć i w „Pod złą gwiazdą” goście rezydujący w Chojnach patrzyli na to krzywo, a Andruszkiewiczowie byli wręcz obrażeni. Czyli ten nietakt ze strony Konrada został odnotowany. Podobnie rzecz się ma z Danielem Schulzem – owszem, mógł się przyznać do zbrodni, zresztą ludzie bardzo często, pod wpływem tortur lub ze strachu przed nimi, przyznawali się do tego, że złamali prawo. Czasem nawet byli niewinni, a i tak się przyznawali, chcąc uniknąć bólu. Postępowali więc różnie, to kwestia osobowości i różnych czynników sytuacyjnych. Daniel jak najbardziej mógł się przyznać i oczyścić Wandę z zarzutów. Przecież chciał się zmienić. Zresztą był to człowiek rozgorączkowany, mający dwoistą naturę, czasem wręcz szalony. Na pewno współcześnie zainteresowałby się nim niejeden psychiatra.

8. Czy trudno jest znaleźć imiona i nazwiska dla wszystkich postaci?

Nie, najczęściej same przychodzą, a jeśli nie, to chodzę i myślę. I zawsze coś tam wychodzę. Jednak zwykle imiona i nazwiska najważniejszych postaci pojawiają się jeszcze przed rozpoczęciem pisania. Tak było z Konradem Jezierskim, Stachem Grosikiem, Danielem Schulzem czy Barbarą Schwarz. W trzeciej części pojawi się ważna postać – szlachcic Wolfgang Woyciechowski. To nazwisko też przyszło do mnie już na etapie researchu do powieści i jestem z niego bardzo zadowolona. Gdybym była mężczyzną, mogłabym się tak nazywać. Choć tym bohaterem zdecydowanie nie chciałabym się stać.

9. Co dzieje się, kiedy któraś z głównych postaci nagle zaczyna żyć własnym życiem, burząc tym samym cały plan i wpływając na historie innych bohaterów?

Taki był wiecznie rozgorączkowany, szalony Daniel Schulz. Pierwszy raz zdarzyło mi się pracować z postacią, która chciała być najważniejsza w powieści i decydować o wszystkim. A przecież docelowo był to bohater drugoplanowy. Ważny, owszem, ale nie najważniejszy. Tymczasem wpłynął nie tylko na losy swojej żony i córki, jego działania dotknęły pośrednio lub bezpośrednio większości postaci: Rudolfa i Barbary Schwarzów, Katarzyny Muller, Floriana Steina, Konrada Jezierskiego. Ale, co najlepsze, dotknęły samego Jana III Sobieskiego! A przecież Daniel Schulz był „tylko” chłopem ze Starych Szkotów. To dopiero brawura!

10. Czy trudno pisze się o dzieciach – postaciach książek?

Nie, dzieci to wdzięczne postaci. Gorzej, jeśli czeka je śmierć. Pamiętam, że podczas pisania sceny agonii Staszka Grosika, mocno to przeżywałam. Nie dość, że dziecko z biedoty, to w dodatku nie zaznało nigdy dobroci, na jaką zasługiwało. Takie sytuacje są dla mnie trudne. Natomiast bardzo dobrze pisało mi się o Florku i Ludwice. Ich relacja jest głęboka, to niezwykła przyjaźń. Zresztą oboje pojawią się w ostatnim tomie sagi, już jako dorośli. Wiem, że wielu czytelników na to czeka.

11. Skąd pomysł na Gdańsk, jako bohatera drugiego planu w kolejnym (drugim) tomie sagi, „Ogniste serca”?

Nie nazwałabym Gdańska bohaterem, tam po prostu rozgrywa się akcja. Gdańsk stał się moim domem, mieszkam w nim już prawie dziesięć lat. Chociaż i tak uważam, że przed napisaniem „Ognistych serc” nie czułam tego samego, co teraz. Czasem, gdy jadę przez miasto, włączam muzykę, przy której pisałam drugą część i znowu to czuję. Widzę stary Gdańsk, dawnych ludzi, zmienione miejsca. To taki słodki ból, bo wiem, że tak naprawdę nigdy nie przeniosę się w czasie. Zresztą z Łodzią miałam podobnie. Nie wiem, czy inni autorzy powieści historycznych też znają to uczucie – jednocześnie słodkie i bolesne nie do zniesienia.

12. Czy któraś z postaci przyszła do Pani i powiedziała „napisz o mnie!” ?

Mam wrażenie, że każda. Myślę, że nie bez przyczyny te postaci się pojawiają w głowie. One są mi potrzebne, ja jestem potrzebna im.

13. O której bohaterce/którym bohaterze pisało się Pani najtrudniej? Właściwie można by zapytać – z którą bohaterką/którym bohaterem współpracowało się najtrudniej? A najłatwiej?

Daniela nie będę wspominała, bo to już wiemy. Za to w trzeciej części pojawia się dziewczyna o trudnym, niezbyt przyjemnym usposobieniu, z którą pracowało mi się momentami naprawdę trudno. To taki typ bohaterki, którą chcesz przedstawić obiektywnie lub nawet pozytywnie, ale jej charakter odpycha. I naprawdę niewiele możesz z tym zrobić. Za to w pierwszej części właściwie ze wszystkimi pracowało mi się dobrze.

14. Czy wszystkie fakty dotyczące osób istniejących naprawdę miały miejsce (np. kradzież kosztowności Sobieskiemu w Gdańsku)?

Nie, nikt nie okradł króla, przynajmniej nie znalazłam nic na ten temat. Za to niektóre wydarzenia rzeczywiście miały miejsce. Sobieski naprawdę przyjechał do Gdańska z powodów, które zostały w powieści wymienione. Dodatkowo przypieczętował sojusz ze Szwedami, a królowa Maria Kazimiera urodziła syna Aleksandra. Rzeczywisty był też spór podatkowy z października 1677 roku i afera z posłem duńskim. Śmierć prymasa Olszowskiego to też prawda, w czasie pobytu króla z pieniędzy testamentowych postanowiono wznieść nową świątynię dla katolików, która zresztą stoi do dziś i jest nazywana Kaplicą Królewską. Fakty zostały też przedstawione w epilogu.

15. Czy nie byłoby dobrze umieścić w każdym tomie spisu tych osób, wraz z krótką informacją o każdej z nich?

Wiele wymagam od siebie, ale też trochę od czytelników i mam świadomość, że saga nie wszystkim przypadnie do gustu. Zakładam, że czytelnicy sięgając po książkę, zapoznają się z blurbem, więc wiedzą, czego się spodziewać. Z tego też powodu zakładam, że po takie książki sięgają osoby trochę zaznajomione z historią. Sama wiele wyjaśniam, dołączyłam też słowniczek trudnych lub archaicznych wyrazów. Myślę, że pisanie, kim byli Jan Sobieski czy Jan Kazimierz nie ma sensu. Zwłaszcza, że postaci historycznych jest tu niewiele.

16. Czy miała Pani wpływ na okładki poszczególnych tomów? Kto jest na tych okładkach?

Miałam wpływ, akceptowałam okładki, dwa wcześniejsze projekty do „Pod złą gwiazdą” zostały przeze mnie odrzucone. Niestety nie znam tej dziewczyny.

17. Kiedy ukaże się kolejny tom Sagi rodzinnej?

Chciałabym, żeby ukazał się latem, ale nie wszystko zależy ode mnie, poza tym proces wydawniczy trwa kilka miesięcy, a ja dopiero dopisałam zakończenie. Zdaję sobie sprawę, że tym razem premiera może się opóźnić.

18. Czy podczas pisania sagi, a może potem, podczas spotkań autorskich, zdarzyło się coś niezwykłego, zabawnego, coś co Pani szczególnie zapamiętała?

Do tej pory wspominam niezwykłe przyjęcie w tczewskiej Bookieciarni. To było trochę inne spotkanie niż pozostałe, bo zostałam przyjęta w domu, z ciastem. W ogóle uwielbiam kontakt z ludźmi i spotkania autorskie. Często padają ciekawe pytania, to niezwykłe, że czytelnicy potrafią dojść do niektórych konkluzji. Często ja jako autorka bym o nich nie pomyślała.

Dziękuję za rozmowę.

Recenzje książek http://ksiazkazostawiaslad.pl/index.php/2022/01/10/ewa-poplawska-pod-zla-gwiazda/ oraz http://ksiazkazostawiaslad.pl/index.php/2022/01/10/ewa-poplawska-ogniste-serca/

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.